piątek, 5 lipca 2013

Imagin z Zaynem CZĘŚĆ SZÓSTA./OSTATNIA. :D

-Ona co.?-popatrzyłem w oczy lekarza i czekał aż wypowie te słowa,ale on tylko wrócił do sali operacyjnej. Popatrzeliśmy po sobie i zdziwieni i bez słowa usiedliśmy ponownie na krzesłach w poczekalni.Nie mieliśmy pojęcia co się dzieje. Spojrzałem na chłopaków.Harry siedział obok Louisa,ale już nie płakał.Lou patrzył przed siebie pustymi oczyma,a Niall siedział skulony za nimi i coś cicho szeptał. Tak bardzo szkoda mi się ich zrobiło.[T.I] wiele dla nas wszystkich znaczyła. Traktowaliśmy ją jak rodzinę,bo nią była.Uratowała życie naszemu przyjacielowi.Ona nie mogła umrzeć.Lekarz nie wychodził i nie wychodził. Ciągle się denerwowałem.Bałem się o Zayna, i to cholernie. Wiedziałem,że on jest silny i da sobie ze wszystkim radę,ale ta dziewczyna była dla niego wszystkim i wiem,że poddałby się gdyby jej zabrakło. Po prostu ją kochał. Po upływie dwóch godzin lekarz wyszedł i spojrzał na mnie.Tym razem jego wzrok był pełen nadziei.
-Żyje. -tylko tyle powiedział,a ja szeroko się uśmiechnąłem.-Jest w ciężkim stanie,ale żyje.były spore komplikacje, z dzieckiem też wszystko w porządku.Prawie je straciła.-Gdy to usłyszałem zamarłem.[T.I]  była w ciąży.?!Nie wiedziałem. Spojrzałem zdziwiony na chłopców.Mieli taką samą minę jak ja. -Aktualnie oboje są w śpiączce farmakologicznej.Powinni się wybudzić już jutro rano ewentualnie po południu.
-A co jeżeli się nie wybudzą.?-zapytał Niall przestraszony.
-Jeżeli któreś z nich się nie wybudzi wtedy będziemy nas tym myśleć,a teraz proszę się nie martwić i myśleć optymistycznie. -powiedział lekarz lekko się uśmiechając i odszedł od nas.Nie wiedziałem co mam myśleć.Cieszyłem się ,że żyje,ale nadal byłem zszokowany tą ciążą. Byłem cholernie ciekawy czy Zayn o niej wie,ale w końcu przestałem się tym już zamartwiać.To ich sprawa.Najważniejsze,że oboje żyją i są zdrowi.Noc spędziłem z chłopcami w poczekalni. Spaliśmy na tych małych krzesełkach.Obudziłem sie jakoś po ósmej. Chłopcy też już nie spali.Lekarz zaprowadził nas do sali Zayna i [T.I].Leżeli tacy bladzi i krusi. Do oczu mi napłynęły łzy. Wyglądali jak martwi. Niall ścisnął moją dłoń. Nie spodziewałem się tego,ale poczułem sie lepiej. Usiedliśmy na kanapie w rogu sali i czekaliśmy aż się wybudzą.Mijały godziny,a oni jak leżeli tak leżeli. Zaczeliśmy się martwić.Była już trzynasta,a oni nadal spali. Patrzyłem na zmianę,to na Zayna,to na [T.I]. W końcu Zayn otworzył powieki i zaczął się rozglądać po sali.Podeszliśmy do niego z uśmiechami i usiedliśmy w okolicach łóżka.Zayn patrzył na nas i nic nie mówił.Był..taki...bezbronny,jak maluszek.Mały,bezbronny niemowlaczek.

-Koniec perspektywy Liama.-

-[T.I]..- tylko tyle wyszeptał.
- Żyje. Jest tutaj.-powiedział Niall chcąc uspokoić Zayna. Mulat przymknął oczy i po chwili je lekko rozchylił. -Jak się czujesz.?
-Dobrze. -rzekł.-Czuje się dobrze.Czemu ona nadal śpi.?-zapytał patrząc nerwowo na Ciebie.
-Spokojnie Zayn,lekarz powiedział,że powinna się wybudzić dzisiaj popołudniu albo wieczorem.Nie denerwuj się.-uspokoił go Louis.Malik nie odrywał od Ciebie wzroku.Patrzył na Ciebie błagalnym wzrokiem.Nic nie mówił.,nie słuchał,nic.Tylko patrzył,a Ty nadal nic.Nie dawałaś nawet najmniejszego znaku życia.Mijały godziny.Czas leciał powoli,minuta wydawała się godziną,a sekunda minutą.Dla Zayna był to istny koszmar.Było to czekanie na wiadomość czy jego mały skarb będzie żył. To było okropne uczucie,ale zawzięcie czekał.Kiedy nastała godzina dwudziesta pierwsza,a ona nie dawała znaku życia.W oczach Zayna pojawiły się łzy..
-Nie płacz ,Zayn.Ona się zaraz obudzi.Zobaczysz.-mówił Niall trzymając Mulata za rękę.Zayn nic nie mówił. Otworzyłaś powolutku oczy. Spojrzałaś w bok i Twoim oczom ukazała się uśmiechnięta twarz Malika.
-Kocham Cię.-wyszeptał.Uśmiechnęłaś się szeroko i pokiwałaś twierdząco głową na znak tego,że też go kochasz.

SIEDEM MIESIĘCY PÓŹNIEJ.

Ty i Zayn szpital opuściliście już po trzech miesiącach po operacji.Teraz żyjecie szczęśliwie w małej wiosce pod Londynem.Chłopcy mieszkają z Wami,ale Wam to nie przeszkadza.Jesteście jedna wielką rodziną. Byłaś już w ósmym miesiącu ciąży,niedługo miał nastąpić ten dzień.
Leżałaś na wielkim łóżku.Obudził Cię pocałunek w policzek.Otworzyłaś oczy i zobaczyłaś Zayna. Uśmiechnęłaś się.
-Zaynnnnnnn..Ja chce dalej spać..-przeciągnęła się i zmarszczyłaś słodko nosek.
-Już jest ósma rano..-powiedział i cmoknął Cię w nos.
-No właśnie.O tej porze ludzie śpią.-zachichotałaś.
-Nie wszyscy.Ja nie śpię.!-zaśmiał się i cmoknął Twoje czoło.Położył się obok Ciebie i przytulił.Uśmiechnęłaś się szeroko i wtuliłaś się w niego.
-Kochanie musimy poważnie porozmawiać.-powiedziałaś.
-Tak.?-Zayn czekał na to co powiesz.
-Jeżeli nie przeżyje tego porodu masz się dobrze zając naszym dzieckiem,dobrze.?
-Nie.
-Nie.?
-Nie umrzesz.
-Ale jakby..obiecaj mi to po prostu.
-Obiecuje,ale nie umrzesz.-powiedział całując Cię czule w usta.Oddałaś pieszczotę z uśmiechem na ustach.Objęłaś go za szyję i przysunęłaś jeszcze bliżej.Zayn pogłębił pocałunek z uśmiechem.Nagle go przerwał.
-Kocham Cię tak mocno,że żadne słowa tego nie opiszą.To uczucie..wykracza poza moje myśli słowa i czyny.Ja po prostu Cię kocham.-wyszeptał cmokając Twoją dolną,a potem górną wargę.Uśmiechnęłaś się słodko.
-Ja Ciebie też Aniołku kocham.-wyznałaś-A wiesz co jest najlepsze.?
-Co.?-zapytał zaciekawiony.
-Że ja kocham Cie podwójnie.-zachichotałaś,a Zayn się zaśmiał i przytulił do siebie.Leżeliście tak wtuleni w siebie trochę,a potem wstaliście z uśmiechami na ustach. Założyłaś koszulę Zayna i udałaś się razem z nim na dół,do kuchni.
-Ty usiądź,ja zrobię śniadanie.-uśmiechnął się do Ciebie.
-Ale..
-Siadaj.-powiedział.
-Dobrze.-powiedziałaś i pokazałaś mu język.
-Ooo..zbuntowałaś się i pokazałaś mi język.?-zaśmiał się.
-Co Cię śmieszy.?-zapytałaś grając poważną.
-Ty.?
-Twoja narzeczona,nosząca owoc naszej miłości Cię śmieszy.?
-Moja śliczna narzeczona.-uśmiechnął się.
-Ale śmieszy Cię.-powiedziałaś patrząc mu w oczy z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
-Tak,a co w tym dziwnego...
-Właściwie to nic,ale za to wyśmianie należy się buziak..-zaśmiałaś się,a Zayn podszedł wolnym krokiem,objął Cię w tali i musną Twoje usta swoimi Uśmiechnęłaś się i przerwałaś pocałunek ponieważ poczułaś ostry ból w dole brzucha.-Zaczęło się.
-Co.?! Jak to .?Już?
-Tak.Już..-syknęłaś przez zęby.
-Spokojnie.Tylko spokojnie.
-Jestem spokojna.
-Powiedziałem spokojnie.Nie panikuj.-mówił szybko.
-Nie panikuje,Zayn.
-Nie bój się.-Zayn nadal panikował.
-Ughhh...Zawieziesz mnie do tego szpitala.?-zapytałaś w końcu.
-Yyy.Tak.Chodź.-powiedział i wziął Cię na ręce.Puścił Cię dopiero kiedy doszedł do samochodu.Posadził Cię na przednim siedzeniu i szybko usiadł na miejscu kierowcy.Ruszył szybko spod domu.
-Zzzzayn..szybciej..-mówiłaś przez zęby.Malik bez słowa przyśpieszył i starał się jechać jak najszybciej.
-Spokojnie,Kochanie.Zaraz będziemy na miejscu.-pokiwałaś głową twierdząco.-oddychaj głęboko.-poradził.Zastosowałaś się do jego rady i rzeczywiście czułaś się lepiej.Po upływie kilkunastu minut byliście pod szpitalem. Pobiegł po pielęgniarkę.Po chwili zobaczyłaś dwie kobiety ubrane na biało z wózkiem. Posadziły Cię na nim delikatnie i ruszyły do Twojego lekarza.
-Który to miesiąc.?-zapytała jedna z nich.
-Końcówka ósmego.-powiedziałaś i jęknęłaś z bólu.
-Proszę oddychać.To tylko pomoże.--doradziła druga pielęgniarka. Zayn szedł obok Ciebie,cały czas trzymał Cię za rękę i wspierał.Zanim się obejrzałaś leżałaś już na sali operacyjnej.
-Czy chłopak ma być obecny przy porodzie.?-zapytała pielęgniarka.Pokiwałaś tylko twierdząco głową i krzyknęłaś z powodu kolejnego skurczu.Pielęgniarka wyszła i po kilku minutach zobaczyłaś Zayna ubranego w fartuch.Złapał Cię za rękę,a Ty ścisnęłaś ją dosyć mocno. Malik dzielnie wspierał Cię szepcząc czułe słówka do ucha.Lekarz się przygotował i zaczęło się.Rozpoczął się poród Twojego dziecka. 

-Oczami Nialla.-
Rano dostałem sms od Zayna,że zaczęło się i mamy iść do szpitala.Zebrałem chłopców i udaliśmy się tam.Pielęgniarka pokazała nam salę i grzecznie czekaliśmy.Co chwilę słyszeliśmy krzyki [T.I].W skupieniu siedzieliśmy i gadaliśmy szeptem dla rozluźnienia atmosfery.
-To będzie chłopiec.-wyszeptał Harry.
-Skąd wiesz.To będzie dziewczynka.Na sto procent.-powiedziałem uśmiechając się.
-Boże..wierzycie w to,że zostaniemy wujkami.?-zacząłem temat.
-Tak..NIe..nie wiem..To będzie wspaniałe przeżycie-zachichotał Harry i spojrzał się w stronę drzwi od sali porodowej.Nadal nic tylko krzyki i wrzaski.Chłopcy zaczęli o czymś gadać,a ja się wyłączyłem z rozmowy i zacząłem rozmyślać nad tym wszystkim.Nad naszym dalszym życiem. Powinienem się od nich wyprowadzić. Powinni mieć więcej przestrzeni. Kupili mały dom i jeszcze dziecko się urodzi.
-Nad czym myślisz.?-wyszeptał Liam.
-Nad wszystkim.-usłyszeliśmy głośny wrzask.Spojrzałem wystraszony na niego.-Spokojnie.Tak jest zawsze.-uspokoił mnie Liam.Martwiłem się o [T.I].Pewnego wieczoru przyjechała do mnie zapłakana. Przestraszyłem się.

-Wspomnienie.-
Późny wieczór.Siedzę sobie sam w moim małym mieszkanku i oglądam kolejny mecz.Popijam piwo i jem kanapki zrobione wcześniej.Nagle słyszę ciche pukanie do drzwi.Podchodzę do nich patrząc ostatni raz na wynik meczu i otwieram drzwi.Zobaczyłem zapłakaną [T.I].
-Mogę wejść.?-zapytała pociągając nosem.
-Pewnie.Co się stało.?-dziewczyna się wtuliła we mnie płacząc jeszcze bardziej.-Już spokojnie.Nie płacz.Powiedz mi co się stało.-poprosiłem.
-Mogę umrzeć.-wyszeptała płacząc.-Niall,ja nie chcę umrzeć.Ja chce żyć.-zamarłem i nie miałem zielonego pojęcia co mam zrobić.
-Ale jak to.?
-Chodzi o brak nerki.To wszystko przez przeszczep.Jest źle ze mną,Niall.-wyszeptała i rozpłakała się.Przytuliłem ją do siebie.-Kazali mi wybierać..albo moje życie..albo moje dziecko.-powiedziała ponosząc na mnie swój smutny wzrok.

-Teraźniejszość.-
Do moich oczu napłynęły łzy.
-Hej..co jest.?-zapytał Liam wyrywając się z rozmowy z chłopcami.
-Nic.-zmusiłem się do uśmiechu.
-Nic.? Przecież widzimy...-powiedział Louis.
-Naprawdę nic.
-Nialler..-powiedział zmartwiony Harreh.
-Chłopcy dajcie spokój.Nic mi się nie dzieje.-spojrzeli na mnie zmartwionym wzrokiem,a ja zmusiłem się do jeszcze szczerszego uśmiechu.

Kilka godzin później.
Siedzieliśmy i czekaliśmy na jakiekolwiek wiadomości z sali,ale nic.Wciąż to samo.Nagle z sali wyszedł Zayn w szoku.
-Mam córkę...-wyszeptał opierając się o ścianę.Chłopcy podbiegli do niego i uśmiechali się,gratulowali,a ja stałem z nadzieją,że [T.I] przeżyła.
-A co z [T.I].?-zapytałem drżącym głosem.Zayn spojrzał na mnie.
-Wszystko w porządku,a co miało być źle.?-zapytał.
-Nic.Gratulacje,bro.-przytuliłem go i czekałem aż [T.I] wyjedzie z sali.Wiedziałem,że przestanę się martwić kiedy zobaczę ją żywą,ale nic takiego nie nastąpiło.Czekałem pod drzwiami i miałem łzy w oczach.Modliłem się o to,żeby przeżyła.
-Co się dzieje.?-zapytał Zayn. Opowiedziałem mu całą historię.Zayn się rozpłakał i w jednej chwili się załamał.Chłopców też zamurowało.
-Czemu mi o tym nie powiedziałeś.?!-w pewnym momencie Zayn na mnie naskoczył na mnie.
-Obiecałem jej,że nie powiem Ci ani nikomu innemu.
-Ale to dotyczyło jej życia.Co z Ciebie za przyjaciel.Ona teraz może umrzeć.! Podaj chociaż jeden pieprzony dowód..
-Obiecałem jej..
-Ale przecież..
-Ja też ją pokochałem Zayn.!-wybuchłem.-Ja też ją kocham.-popatrzył mi głęboko w oczy,a chłopcy nie odzywali się ani słowem.
-Niall..
-Daj spokój.Teraz liczy się dla mnie tylko to czy przeżyje.-powiedziałem oschle.Byłem zły.Na siebie. Za to,że akurat ją pokochałem.
-Ja..przepraszam.Nie chciałem na Ciebie naskakiwać.-wyszeptał Zayn podchodząc do mnie.
-Nic się nie stało.Zapomnij o tym.-Malik tylko przytaknął i spuścił głowę.Nagle z sali wyszedł lekarz.
-Co z nią.?-zapytał Liam.
-Wszystko dobrze na razie. -powiedział i wyminął nas. Z sali wyjechała [T.I].Była blada i taka bez życia.


-Koniec perspektywy Nialla.-

Zayn i chłopcy natychmiast podreptali za pielęgniarkami do Twojej sali.Siedzieli i patrzyli na Ciebie zaczerwionymi oczami.Zayn cichutko się modlił i trzymał Cię za rękę cmokając Cię co rusz w nią. Po upływie niecałej godziny ocknęłaś się.
-O matko..kochanie..Jak się czujesz.?-zapytał Zayn patrząc a Ciebie. Zamrugałaś kilka razy oczami i skrzywiłaś się przez ostry ból w nerce.-Co się dzieje.?-zapytał mając już łzy w oczach.
-Kocham Cię.-wyszeptałaś z lekkim i wymuszonym uśmiechem.
-Ja Ciebie też.-odpowiedział.-Zawołajcie lekarza.-powiedział nerwowo do chłopców.
-Kochanie..zaopiekujesz się nią.?-zapytałaś cichutko.
-Tak,a Ty razem ze mną. -powiedział czując,że Cię traci.
-Pamiętasz co mi obiecałeś.-powiedziałaś ciężko przymykając oczy i otwierając je.
-Pamiętam.-wielka łza spłynęła po policzku Maliku znacząc mokrą scieżkę.
-Nie płacz.Proszę.Nie płacz.-wyszeptałaś i otarłaś łzę z jego policzka.-Pocałuj mnie.-wyszeptałaś  cichutko.Zayn wykonał Twoją prośbę. Muskał delikatnie Twoje usta.Wiedział,że Cie traci,ale nie chciał w to wierzyć.Przestał całować i spojrzał w Twoje zmęczone oczy i rozpłakał się jeszcze bardziej.Nagle do sali wbiegło dwóch leakrzy.Zaczeli akcje ratunkową.Praca Twojego serca coraz bardziej zwalniała i zwalniała.
-Niech pan ją uratuje.Błagam-szeptał Zayn.Cały sie trząsł i nie mógł uspokoić emocji.
-Proszę wyjść.-powiedział lekarz,a chłopcy grzecznie opuścili salę bez słowa.Mijały minuty. Lekarz zasłonił szybę i ratowali calutkie życie Zayna. Jeden ich ruch i Malik stoczyłby się na samo dno człowieczeństwa.

CZTERY LATA PÓŹNIEJ.
-Tatoo.!-Zayn usłyszał głos swojej córeczki z ogrodu.
-Co się stało kochanie.?-zapytał biorąc ją na ręce i siadając na drewnianym leżaku.
-Cemu wsystkie moje kolezanki maja mamy,a ja nie...?
-Widzisz kochanie,.Ty też masz mamę.
-Ale..Cemu jej nie ma z nami.? Chce ją psytulić.Chcę do mamy.-w oczkach małej Coralie zebrały się łezki.
-Kochanie mama jest z Tobą na każdym kroku.Zawsze i wszędzie.Twoja mama jest niezwykła,ona Cię bardzo mocno kocha.
-Ale cemu jej nie ma.?
-Bo ona jest aniołkiem teraz i na pewno patrzy teraz na nas.
-A skąd wies ,ze  mnie kocha..
-Mówiła mi.
-Kiedy.?
-Wczoraj w nocy.Jak spałem.
-Widziałeś się z mamą i jej nie przyprowadziłeś do mnie.
-Ona sama do Ciebie przyjdzie Kochanie.
-Tata..Tęsknie za mamą.-powiedziała i łezki spłynęły po jej malutkich i zaczerwienionych od słońca policzkach.
-Nie płacz.Mamusia nie byłaby zadowolona.-powiedział Zayn tuląc malutką dziewczynkę do siebie.
-Tata,a Ty dalej kochas mamę.?
-Bardzo córeczko,bardzo.-odpowiedział i po jego policzkach spłynęły łzy.
-Ja tez ją kocham,ale Ciebie tezzz.-powiedziała i otarła łzy z policzków swojego taty.-Nie mozemy płakać..sam mówiłes,że mama nie byłaby zadowolona.-Zayn przez łzy uśmiechnął się do Coralie i przytulił ja do siebie mocno.
-A Ty będziesz na zawse ze mna.?-zapytała patrząc głęboko w oczy Zayna.
-Tak,kochanie,będę.Obiecuje.Na zawsze.-Dziewczynka wtuliła się w tatę.
____________________________________________________________________

Hi.c:
Witam po dość długiej przerwie.Wybaczcie mi tą nieobecność,ale nie było najlepiej. Obiecuje,że będą teraz częściej dodawane,bo mamy....
WAKACJEEEEE.! :D 
Dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze i wpadłam na pewien pomysł.
JEŻELI MACIE JAKIEŚ POMYSŁY NA IMAGINY TO PISZCIE W KOMENTARZACH,A JA POSTARAM SIĘ JE NAPISAĆ.Mam jeszcze sporo swoich pomysłów,ale może ktoś się zainteresuje. Dziękuje za wszystko kochani.Kocham Was.
Pozdrawiam,Vas_Happenin.?!

NASTĘPNY IMAGIN Z HARRYM-16 KOMENTARZY. :D

środa, 12 czerwca 2013

Imagin z Zaynem.+18. / CZEŚĆ PIĄTA.

Patrzyłaś nerwowo na lekarza i nie wiedziałaś co powiedzieć.Trzymał Cię tak w niepewności przez kilka minut.
-Panie może być dawcą,ale..
-Ale co.?-zapytałaś skubiąc rękaw bluzy.
-Pani jest w ciąży.-teraz to już zamarłaś.Wcześniej miałaś pewne podejrzenia,ale nie sądziłaś,że to może by prawda. Patrzyłaś głęboko w oczy lekarza i czekałaś na to aż coś powie.-mogą byc pewne zagrożenia..
-Jakie zagrożenia.?
-Dziecko,chociaż to dopiero płód,może nie przeżyć  Pani teraz musi mieć wszystko sprawne.Od tego zależy zdrowie pani i dziecka.Odradzałbym przeszczep.
-Nie.Nie ma mowy.Ja jestem dawcą i nie odpuszczę.Ja go kocham proszę pana.
-Dobrze.To pani decyzja.Ja nie mam na nią wpływu,ale może pani chce jeszcze nad nią pomyśleć.
-Nie.JA chce ratować Zayna.
-Dobrze.Operacje wykonamy dzisiaj o 16.
-Dobrze.-powiedziałaś pusto i biegiem się udałaś do sali Zayna.Chłopcy siedzieli i gadali o czymś.Uśmiechnęłaś się do nich i usiadłaś w ciszy na fotelu.Wszyscy spojrzeli na Ciebie tajemniczo.
-Iii.?-zapytał Harry.
-Mogę być dawcą.Operacja będzie przeprowadzona dziś o 16.-powiedziałaś.Zayn zauważył.,że coś Cię gryzie.
-Chłopcy...zostawcie nas samych na chwilę.-powiedział,a oni bez słowa opuścili salę.-Co się dzieje.?-zapytał martwiąc się.
-Nic.
-Przecież widzę.
-Naprawdę nic się nie dzieje.-Zayn spojrzał na Ciebie zmartwiony.
-Powiedz mi...
-Jestem w ciąży.-powiedziałaś,a Zayn zamarł.Patrzyłaś na niego i nie wiedziałaś co powiedzieć.
-To.to wspaniale..
-Nie.To nie wspaniale. Nie rozumiesz,że nasze dziecko może umrzeć.-powiedziałaś,a w Twoich oczach zebrały się łzy.Dopiero teraz to do Ciebie dotarło.
-Przeszczep odpada.-powiedział Zayn.
-Aleee...-zaczęłaś.
-Nie ma mowy.
-Ja się już zgodziłam.-Zayn spojrzał na Ciebie i nie odrywał od Ciebie wzroku. -Powiedz coś.-nadal milczał.
-Jak możesz narażać życie naszego dziecka...
-Ale ja wiem,że wszystko będzie dobrze.Ja to czuje. Decyzja już jest podjęta.-powiedziałaś.
Zayn nic nie powiedział.Odwrócił się do Ciebie plecami i usłyszałaś tylko ciche pociągnięcie nosem.Usiadłaś za Zaynem i delikatnie położyłaś rękę na jego ramieniu.
-Kochanie...-zaczęłaś.Cisza. -Proszę nie reaguj tak.-poprosiłaś cicho.
-A jak mam zareagować.Mam się cieszyć z tego,że narażasz życie naszego dziecka.?
-Nie.Masz się cieszyć,że ratuje Twoje życie.-Zayn po raz kolejny zamilkł.Nie chciał najwyraźniej rozmawiać na ten temat.Zabrałaś rękę z jego ramienia i spuściłaś głowę.
-Do zobaczenia potem.-powiedziałaś cmoknęłaś go w policzek i opuściłaś salę.Czułaś się dziwnie.Niby się nie pokłóciliście,ale Zayn..On był zły.Na Ciebie.Na to wszystko.Na siebie.Za wszystko.Poczułaś jak w Tobie też zaczyna narastać złość.
-[T.I]..co jest.?-zapytał Liam kładąc ręce na Twoich ramionach.Spojrzałaś mu obojętnie w oczy i nic nie odpowiedziałaś.-No mów.Coś z Zaynem.?
-Nie.Wszystko w porządku.
-Pokłóciliście się.?
-Nie.Liam wszystko jest okey.
-Ale..
-Wszystko w porządku.!-uniosłaś się i zepchnęłaś jego ręce ze swoich ramion. Wybiegłaś ze szpitala.Powoli przemierzałaś ulice Londynu.Była godzina po 13 więc miałaś jeszcze czas żeby to wszystko sobie przemyśleć.Jednego byłaś pewna.Chciałaś być dawcą. Podniosłaś do góry głowę i zobaczyłaś duży kościół.Chwilę zastanowiłaś się i weszłaś do niego.Weszłaś niepewnie do środka.Było pusto.Usiadłaś w ostatniej ławce. Przeżegnałaś się.Nie wiedziałaś co masz mówić.Tak dawno nie byłaś w kościele, a to wszystko przez to,że Twój ojczym nie wierzył w Boga.Za każde udanie się do kościoła dostawałaś. Bił Cię za byle co.W Twoich oczach pojawiły się łzy.
-Boże..-wyszeptałaś.-Pomóż mi.Błagam Cię.-szeptałaś i próbowałaś powstrzymać łzy.-Wiem.Nie jestem najlepsza,ale zmienię się.Obiecuje.Zrobię wszystko,żeby się zmienić..ja się zmienię tylko uratuj Zayna..Błagam.-nie miałaś pojęcia co masz mówić.Zapomniałaś jak powinnaś się modlić.-Ja..przepraszam za wszystkie złe rzeczy..przepraszam.-rozpłakałaś się.
-Nie płacz dziecko.Bóg kocha nas wszystkich.-usłyszałaś lekko zachrypnięty głos.Odkręciłaś się i zobaczyłaś młodego księdza.Popatrzyłaś na niego.-Co się dzieje.? Jestem tutaj żeby Ci pomóc.
-Bo proszę księdza...ja już nie mam siły. -wyznałaś.
-Jak to nie masz siły.
-Mój chłopak jest w szpitalu.Ja jestem w ciąży.On potrzebuje nerki.Ja mogę być dawcą,ale nasze dziecko może umrzeć.
-A Ty co chcesz zrobić.?
-Ja chce być dawcą.
-I jaką podjęłaś decyzje.?
-No,że zostanę dawcą,ale jemu się to nie podoba.
-A co Twoi rodzice na to.?
-Nie mam rodziców.Mam ojczyma,ale uciekłam od niego.
-Chcesz o tym mówić.?-pokiwałaś przecząco głową.Nie byłaś gotowa żeby o tym mówić.-Posłuchaj jeżeli tak zadecydowałaś Bóg będzie stał za Tobą.On Cię kocha.
-Ale ja nie chodziłam do kościoła.
-To nic. Bóg patrzy na to co masz w sercu.Jeżeli masz dobre zamiary pomoże Ci,jeżeli złe..przeszkodzi. Nie możesz przestać wierzyć w to,że będzie dobrze.-powiedział.Spojrzałaś na niego i nie wiedziałaś co masz powiedzieć.-Zostawię Cię samą.Pamiętaj..Bóg jest wszędzie i zawsze Cię wysłucha.-ksiądz powoli odszedł.
-Boże bądź ze mną.-powiedziałaś i zaczęłaś odmawiać modlitwę,którą nauczyła Cię babcia. Kiedy ją odmówiłaś gorzko zapłakałaś.Żałowałaś swoich błędów.Opuściłaś kościół napełniona wiarą i nadzieją.Udałaś się do szpitala.Zayn nadal siedział sam w sali.Zapukałaś cicho.Zyn kiwnął lekko głową.
-Zayn...-odwrócił się .Podeszłaś do niego,a on wyciągnął ręce chcąc Cię przytulić.
-Przepraszam kochanie.To była Twoja decyzja i ja po prostu źle zareagowałem,ale martwię się.-wyznał,a Ty go przytuliłaś.Malik wtulił się w Ciebie.
-Bałem się,że już nie wrócisz.-powiedział.
-Jak mogłeś tak w ogóle pomyśleć.Kocham Cię nad życie.-powiedziałaś głaskając go po głowie.Zayn nadal milczał.-Spójrz na mnie...-poprosiłaś. Wykonał polecenie.Ujęłaś jego twarz w dłonie.-Teraz Ty jesteś najważniejszy.Jeżeli coś pójdzie nie tak masz być nadal szczęśliwy,rozumiesz.? Nie możesz się poddać.Nie możesz.Cokolwiek by się działo masz być silny kochanie.-powiedziałaś i czule cmoknęłaś go w nosek.Zamknął oczy,a spod jego czarnych rzęs spłynęło kilka dużych łez.Otarłaś je.-Kochanie...chce żebyś pamięta,że ja Cię bardzo,ale to okropnie bardzo kocham.-złożyłaś czuły pocałunek na jego ustach.Oddał pieszczotę z taką samą delikatnością.Przedłużył pocałunek obejmując Cię w tali.Lekko się uśmiechnęłaś.
-Kocham Cię.-wyszeptał,a do sali wszedł lekarz.
-Przepraszam.Chciałem powiedzieć,że chcemy Was już przygotować do operacji.
-Oczywiście.-czule pocałowałaś Zayna i wyszłaś z sali.Tobą zajęły się dwie pielęgniarki.Po godzinie 16 byliście już oboje gotowi.Zaczęłaś się bać iedy wieźli Cię na sale operacyjną.

-Oczami Liama.-

[T.I] i Zayn są już na sali operacyjnej.Denerwuje się .Cholerni,a co jeżeli jedno z nich umrze.? Nie..Nie mogę tak myślęć.Siedziałem najbliżej drzwi do sali i chowałem twarz w dłonie.Żaden z nas się nie odezwał.Wszyscy baliśmy się tak samo. Ciagle było słychać tylko jakies pikania i rozmowy lekarzy.Starałem się jak najwięcej z nich wychwycić,ale nie wychodziło mi to najlepiej. Szczerze mówiąc to denerwowałem się jeszcze bardziej niż [T.I] czy Zayn. On był dla mnie jak ojciec. Zastępował mi go przez ostatnie lata.Pomagał mi i uczył wszystkiego.Po prostu kochałem go ,tak jak kocha się ojca.Znaczył dla mnie bardzo wiele.
Godziny mijały jak minuty. Pierwsza godzina.Druga godzina.Trzecia godzina. Czwarta godzina.Piata godzina.Szósta, i nagle na sali zapadła cisza.
-Doktorze..ratujmy ją..-usłyszałem głos pielęgniarki.Spojrzałem na chłopaków.Wszyscy mieli taki sam wyraz twarzy.Słychać było jak tworzy się zamieszanie na sali operacyjnej.Było słychać tylko jedno pojedyncze pikanie i cisza.Potem znów pikniecie i cisza.
-Wywieźcie go stąd już.-usłyszeliśmy polecenie lekarza, a po chwili naszym oczom ukazał się Zayn.Była taki słaby,taki..bez życia. W moich oczach zebrały się łzy.
-Szybko..idźcie po trzy jednostki krwi..-o dziwo słyszeliśmy wszystko bardzo dokładnie. Zajrzałem przez szybę do środka. To co zobaczyłem..rozwaliło mnie od środka.Nie..nawet nie umiem tego opisać.To było zbyt drastyczne,żebym mógł opisać to słowami.Po upłytwie pół godziny zapadła głucha cisza na sali.Nikt się nie odzywał.Nic nie pikało, a co było najgorsze..nie było słychać żadnej aparatury ani nic. Nagle z sali wyszedł lekarz.
-I co.?Co z nią.?-zapytał Niall i rozpłakał się .Lekarz popatrzył na nas i zacisnął wargi w cienką linie.
-Niech pan mówi..Błagam. - powiedziałem z bólem,który wykrzywiał moją twarz.Lekarz spojrzał głęboko w moje oczy i otworzył usta ,ale po chwili je zamknął.
-No niech pan coś w końcu powie. Kurwa mać.-powiedział Louis podtrzymując Harrego,który szlochał w  jego rękaw.
-Ona..-zaczął.
__________________________________________________________________________

Hi.
Kochani już jest coraz lepiej prawda.? Przynajmniej nie czekaliście ponad 2 miesiące na następną część.Dziękuje za wszystkie komentarze i wejścia na mojego bloga.Jeżeli możecie to dodajcie go do obserwowanych.Przypominam o ankietach ,w których nadal możecie głosować. Jeżeli chcecie piszcie w komentarz jak Wy byście zakończyli tego imagina.Mam nadzieje,ze Wam się spodoba.
Kocham Was.!
Pozdrawiam,Vas_Happenin.?!
A i jeszcze jedno. PRZEPRASZAM,ŻE TAK KRÓTKO.

Kolejna część - 14 komentarzy.

środa, 22 maja 2013

Imagin z Zaynem./+18.CZEŚĆ CZWARTA.

W drzwiach stał Niall.Otworzyłaś szeroko oczy i nie miałaś pojęcia co powiedzieć.Co on tam robił.?
Ty: Co..co Ty tu robisz.?-zapytałaś zaskoczona.
Niall: Chłopcy mi tu kazali wrócić.
Ty: Coś  z Zaynem,tak.? Matko..Powiedz mi wszystko..-powiedziałaś czując,że robi Ci się jednak słabo.Zamknęłaś drzwi na klucz na wszelki wypadek gdyby Twój tata wrócił wcześniej.
Niall: Jest w szpitalu.
Ty: Niall..proszę powiedz mi czy wszystko z nim w porządku..-powiedziałaś patrząc w oczy blondyna.Dobrze wiedziałaś,że on nie umie kłamać.Odwrócił wzrok.Przeraziłaś się.Bałaś się,żę on...nie nawet nie miałaś odwagi ani..po prostu nie mogłaś nawet myśleć o tym,że on..że jego mógłby już nie być.Nawet takie myśli nie przechodziły Ci przez myśl.
Niall:Z Zaynem wszystko w porządku.Trzyma się.Lekarze powiedzieli,że musi zostać na kilka dni w szpitalu na obserwację.-odetchnęłaś z ulgą słysząc te słowa.
Ty: Ohh matko..jak się cieszę.Tak bardzo Was przepraszam za to zachowanie...Nie umiem tego wytłumaczyć-powoli się załamywałaś,bo wiedziałaś,że Zayn w szpitalu wylądował przez Ciebie,lecz nikt nie chciał tego przyznać.
Niall: Ejj..To nie Twoja wina..To Twój ojczym jest jakiś...-urwał patrząc na mnie.-Spokojnie..Zobaczysz wszystko się ułoży.Nagle poczułaś jak strasznie kręci Ci się w głowie.Czułaś się jakbyś miała zemdleć.Nagle w ustach poczułaś gorzki smak.Szybko pobiegłaś do łazienki i zwymiotowałaś.Kiedy pochylałaś się na ubikacją poczułaś czyjąś rękę na swoich ramionach.To był Niall.Przytrzymał Ci włosy i czekał cierpliwie aż skończysz.Podał Ci ręcznik.Spuścił wodę.Otarłaś swoją twarz i usiadłaś na zimnych płytkach opierając się plecami o płytki.Byłaś blada jak ściana.
Ty: Przepraszam..-wymamrotałaś.
Niall: Daj spokój.-powiedział delikatnie się uśmiechając.-Zostanę dziś z Tobą i będę się Tobą opiekował.-powiedział patrząc uważnie na Ciebie.
Ty: Nie.Nie chce żebyś sobie narobił kłopotów.
Niall: Nie zostawię Cię samej w takim stanie.-powiedział.-koniec tematu.Zostaję , a Ty idziesz do łóżka odpoczywać.-powiedział.-Jeżeli do jutra nie przejdzie to zawiozę Cię do szpitala.
Ty: Ale Niall..-ponownie poczułaś gorzki smak i ponownie pochyliłaś się na toaletą zwracając to wszystko co dziś zjadłaś.Spuściłaś wodę.Po chwili znów siedziałaś na podłodze ledwo żywa.Wstałaś i podeszłaś do umywalki.Umyłaś twarz zimną wodą i poczułaś jak nogi się pod Tobą uginają.Horan w ostatniej chwili Cię złapał i przytrzymał.
Wziął Cię na ręce i zaniósł do łóżka.Rozchyliłaś delikatnie oczy.
Ty: Nie dobrze mi.
Niall: Poczekaj pójdę po jakieś wiaderko..czy coś..-wybiegł z pokoju i po chwili wrócił gdy tylko dostałaś pojemnik wymiotowałaś.Niall usiadł koło Ciebie i delikatnie odgarnął włosy.
Opadłaś ciężko na łóżko.
Niall: Jadłaś coś nie świeżego.?
Ty: Pewnie musiało mi zaszkodzić coś z tej stacji benzynowej.-powiedziałaś i zaczęłaś myśleć nad tym co może być przyczyną Twojego złego samopoczucia.Nic nie przychodziło Ci do głowy...oprócz jednego,ale wmawiałaś sobie,że to tylko Twoja wyobraźnia Cię ponosi kolejny raz.
Niall: [.T.I} wszystko w porządku.?-zapytał blondyn kładąc rekę na Twoim ramieniu.
Ty: Tak.Już czuje się dużo lepiej.-wyszeptałaś.Położyłaś się na boku i skuliłaś.Rozpłakałaś się.
Niall: Ejj..Młoda nie płacz..-wyszeptał.-Proszę.Będzie dobrze.Obiecuje.-mówił i przytulił Cię do siebie.Wtuliłaś się w niego odruchowo.
Ty: Nie chce tu żyć.-wyszeptałaś.-Nie chce mieszkać z nim.-ostatnie słowo wypowiedziałaś z obrzydzeniem.
Niall: Posłuchaj..zaparkowałem nie daleko..wróć ze mną do Londynu.-powiedział.
Ty: Nie...Ja..nie wiem..Niee..przecież jak on nas znajdzie to mnie zabije..Nie mogę narażać waszego życia..-powiedziałaś odrywając się od niego.
Niall: Postaw się mu.Zobacz co on z Tobą robi..Spójrz na swój brzuch..Chcesz więcej takich ran.?-zapytał i wstał z łóżka.-Proszę...ucieknij od niego.Nie daj sobą pomiatać.
Ty: Ja..Nie chce...Nie chce,Niall.Boję się.-wyszeptałaś.
Niall: Zrób to dla Zayna..-powiedział.Twoja twarz nagle rozjaśniała.Wstałaś zapominając o swoich nudnościach i do torby wrzuciłaś kilka koszulek i kilka par jeansów oraz bieliznę.
Niall:Chodź szybciej.- pośpieszał Cię.
Ty: Spokojnie ojczym wróci pewnie o 23.
Niall: Wolę wyjechać wcześniej..Boję się go.-przyznał i wziął od Ciebie torbę.Założyłaś dresowe spodnie koszulkę i bluzę z kapturem.Niall pociągnął Cię na dół i po upływie kilku minut siedzieliście w jego samochodzie.Od razu wybrałaś numer Zayna.Odebrał po pierwszym sygnale.
Zayn: Kochanie...
Ty: Zayn.Matko.Wszystko dobrze.?Jak się czujesz.?-pytałaś i czułaś jak w Twoich oczach zbierają się łzy.
Zayn: [T.I] wszystko w porządku.Gdzie jesteś.?-zapytał.
Ty:Uciekłam z domu.-powiedziałaś.
Zayn: Jak to.?Gdzie w ogóle Cię wywiózł.?
Ty: Polecieliśmy do Irlandii.Nie martw się kochanie.Jestem z Niallem.Przyjechał po mnie.Nie długo będę przy Tobie.-łza spłynęła po Twoim policzku.Pociągnęłaś nosem.
Zayn: Proszę nie płacz.-wyszeptał i sam zaszlochał.-Tak bardzo Cię kocham.-wyznał.-Wiesz.? Jesteś całym moim życiem.-dodał
Ty: Wiem.Ty moim też.Odpoczywaj Skarbie.-powiedziałaś.-Nie długo się zobaczymy.-wyszeptałaś słodkim głosem.Usłyszałaś słodkie mruknięcie.Zaśmiałaś się.-Dobranoc,Kocie.-powiedziałaś.
Zayn:Dobranoc Złotko.- pożegnał się i rozłączył.Niall się zaśmiał i skupił się na drodze.
Ty: Co Cię tak śmieszy.?-zapytałaś patrząc na niego.
Niall: Wy.Kocham patrzeć na szczęśliwych ludzi.-wyznał.-Zdrzemnij się.Obudzę  Cię na lotnisku.-zapewnił.Pokiwałaś twierdząco głową i zamknęłaś powoli oczy.Zasnęłaś.
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ.
Niall: [T.I] wstawaj.-powiedział delikatnie szturchając Cię w ramie.
Ty: Co.?-zapytałaś zaspana i przetarłaś oczy.
Niall:Jesteśmy na lotnisku.-powiedział z uśmiechem.
Ty: A co z samochodem.?-zapytałaś przeciągając się.
Niall: Greg go odbierze jutro rano.-powiedział i zaparkował.
Ty: Niall..Nie..nie dobrze mi..-powiedziałaś szybko i wybiegłaś z samochodu.Zwymiotowałaś do pobliskiego kosza na śmieci.Niall po raz kolejny przytrzymał Ci włosy.Po kilku chwilach skończyłaś.Horan podał Ci chusteczkę,a Ty delikatnie otarłaś usta.
Ty: Nie mam pojęcia co mi jest.-nagle te same myśli wróciły.Pobladałaś.
Niall: Co jest.?-zapytał.
Ty: Ja.ja..chyba..jestem w ciąży..-wyszeptałaś blada jak ściana.
Niall: Jak to.? Nie zabezpieczyliście się wtedy.?-zapytał zdziwiony.Pokręciłaś przecząco głową.Niall zrobił się tak samo blady jak Ty.-Wsiadamy do samolotu..będziemy myśleć podczas lotu.-powiedział.
Ty:Dobrze.-przytaknęłaś.Po upływie pół godziny byliście w samolocie.Żadne z Was się nie odzywało.Ani Ty, ani Horan nie mieliście odwagi poruszyć tego tematu, a raczej ochoty go poruszać.Nawet nie wiedziałaś czy to jest w stu procentach pewne.Niall zasnął na Twoim ramieniu.Nie mogłaś spać.Przecież miałaś dopiero 17 lat.Nie mieściło Ci się w głowie to,że zaraz pod swoim sercem jest drugie małe serduszko,które dzięki Tobie otrzyma największy dar na świecie,życie. Nie mieściło Ci się to w głowie. Tak strasznie się bałaś,że sobie nie poradzisz,że Zayn tego nie zaakceptuje,że odrzuci to dziecko,a szczerze mówiąc Ty już go pokochałaś..albo ją,a nie wiadomo czy on/ona tam w ogóle było/była. Położyłaś rękę na Twoim ,jeszcze, płaskim brzuchu i delikatnie go pogłaskałaś z uśmiechem na ustach.W Twoich oczach pojawiły się łzy szczęścia.W tym momencie obiecałaś sobie jedno...Nigdy nie usuniesz tego dziecka i nie pozwolisz,żeby stała mu się krzywda. Niall zaczął coś mruczeć przez sen.Przestałaś rozmyślać i wsłuchiwałaś się w to co mówi cicho chichocząc.Po upływie kilku godzin stąpaliście już po londyńskiej ziemi ucieszeni,że nic Wam się nie stało.
Ty: Daleko jest szpital Zayna.?-zapytałaś patrząc na Niall i prubójąc dorównać mu kroku.
Niall: Godzina drogi.
Ty: Jedziemy.Muszę się  z nim zobaczyć..Jeszcze dziś-posłałaś lekki uśmiech blondynowi.
Niall: Dobrze,ale musimy się śpieszyć,bo widzenia są tylko do 22.30, a mamy już 21.35.
Ty: O rany...Więc dodaj gazu i po sprawie.-uśmiechnęłaś się do niego.
Niall: Ale to niebezpieczne.Możemy mieć wypadek albo nawet umrzeć.To nie rozsądne z Twojej strony.
Ty: Zatrzymaj się.-powiedziałaś.
Niall: Po co.
Ty: Zatrzymaj się słyszysz.?-powiedziałaś twardo patrząc w jego oczy.Niall posłusznie się zatrzymał.-Wysiadaj z samochodu.-powiedziałaś i sama wyszłaś.Po chwili spotkałaś się z Niallem na zewnątrz.Wsiadłaś na miejscu kierowcy.-Wsiadaj.!-Powiedziałaś zapinając pasy,a Niall posłusznie usiadł na miejscu kierowcy.
Niall: To nie jest dobrzy pomysł.
Ty: Chce zobaczyć Zayna.Zrozum.Kocham go i bardzo się o niego martwię,a Ty masz ślimacze ruchy,że tak to ujmę.-usmiechnełaś się do niego lekko.
Niall: Dobrze jak sobie chcesz.-rzekł obojętnie.
Ty: Jak mam jechać.?-zapytałaś.
Niall: Prosto potem w lewo i na skrzyżowaniu w prawo i potem prosto.-wytłumaczył Ci gestykulując rękoma.
Ty: Okey.Myślę,że dam radę.-umiechnęłaś się i odpaliłaś samochód.Ruszyłaś bardzo szybko i włączyłaś się do ruchu na ulicy.Niall zamknął oczy.Przyśpieszyłaś jeszcze bardziej.Zatrzymałaś się na czerwonym świetle i popatrzyłaś nerwowo w górę.Po upływie kilku minut znów ostro ruszyłaś spod sygnalizatora.Nawet nie zauważyłaś kiedy zaczął padać deszcz.Niall zaczął się coraz bardziej denerwować.
Ty: Wszystko w porządku.?-zapytałaś zmartwiona jego zachowaniem.
Niall: Tak..Nie..Tak..Znaczy boje się szybkiej jazdy.-wyznał.Zwolniłaś..
Ty: Ołłł...Wybacz mi to.Nie wiedziałam.-speszyłaś się i zatrzymałaś się,bo usłyszałaś dzwonek telefonu.
Niall: To mój.Spokojnie.Hallo..-odebrał.Zamarł i pokiwał bezradnie głową.Wyszedł z samochodu i zaczął z kimś zawzięcie dyskutować.Rozłączył się i kopnął w oponę samochodu ze złości.Bez namysłu wyszłaś wyszłaś z samochodu i pojawiłaś się obok niego.
Ty: Co się stało.?-zapytałaś przestraszona.
Niall: Zayn...-wyszeptał.
Ty: Zayn..Co Zayn.?!-zapytałaś ze łzami w oczach.
Niall: Gorzej z nim. 
Ty: Jak to gorzej z nim.?-zapytałaś piskliwym głosikiem.
Niall: Potrzebują dawcy..-mówił strasznie nie wyraźnie.
Ty: Jakiego dawcy..O czy, Ty do cholery mówisz.?!-zapytałaś łapiąc go za ramiona i lekko nim potrząsając.
Niall.: Potrzebna jest nowa nerka..-powiedział cicho,a Ty zaniemówiłaś.
Ty: Ale jak to.?Czemu.?-zapytałaś.
Niall: Nie wiem.! Lekarzem nie jestem.! Ale jedno jest pewne. Bez dawcy nie przeżuje miesiąca.
Ty: Wsiadaj do samochodu.-powiedziałaś i wsiadłaś do auta trzaskając drzwiami.
Niall: Ale..
ty: Wsiadaj do tego samochodu.-powiedziałaś zdenerwowana i kiedy wsiadł szybko ruszyłaś nie zważając na nic. Po upływie pół godziny byliście pod szpitalem.Wybiegłaś z niego zostawiając Nialla i wbiegłaś na oddział.Od razu zaczęłaś szukać Zayna. Jego sala była ma samym końcu szpitala.Wbiegłaś do niej.Chłopcy spojrzeli na Ciebie i spuścili głowy,a Zayn leżał skulony na lóżku.Jego twarz wykrzywiał ból.Potężny ból.Podbiegłaś do niego i klęknęłaś przed nim,tak abyś widział jego twarz.
Zayn: [T.I]..
Ty: Tak..To ja Skarbie..Cisz zz-powiedziałaś i złożyłaś delikatny pocałunek na jego czole.
Zayn: Tęskniłem.
Ty: Wiem.Ja też.Bardzo tęskniłam.-powiedziałaś i oparłaś czoło o jego skroń kładąc rękę na jego policzku i delikatnie smyrając go kciukiem.-Kocham Cię wiesz..Strasznie Cię kocham.-wyszeptałaś.Położył dłoń na Twoim reku i podniósł głowę.Kazał Ci się podnieść i usiąść na jego łóżku.Wykonałaś polecenie, a Zayn od razu mocno Cię do siebie przytulił.
Zayn: Ja Ciebie też.-powiedział i ucałował Twoje czoło.
Ty: Kochanie..Ja oddam..-urwałaś.Głos Ci się załamał. Zayn na Ciebie spojrzał.Chłopcy wyszli z sali i zamknęli drzwi.-Oddam Ci swoją nerkę. -powiedziałaś.
Zayn: Nie..Niee ma...
Ty: Nawet nie próbuj się ze mną teraz kłócić.Proszę zgódź się.Ja dam sobie radę,a wiem,że Ty bez nowej nerki nie przeżyjesz,a ja nie dam sobie rady bez Ciebie.-powiedziałaś na jednym wdechu.-Błagam..-wyszeptałaś błagalnym tonem. Zayn tylko pokiwał głową nie mogąc nic z siebie wydusić.Delikatnie musnęłaś usta Zayna swoimi ustami.Oddał czule pieszczotę.
Zayn: Zostaniesz ze mną na noc.?-zapytał posuwając się na łóżku i kładąc Cię obok siebie.
Ty: Skoro nalegasz.-uśmiechnęłaś się do niego i spojrzałaś głęboko w oczy.Zatraciliście się w swoich spojrzeniach.Chcieliście żeby ta chwila trwała wiecznie.Położyłaś głowę na jego torsie.Objął Cię ramieniem i przekręcił się na bok,tak aby być bliżej Ciebie. Bez zastanowienia wtuliłaś się w niego i wciągnęłaś powietrze wdychając jego zapach.Zachichotał cicho co wywołało uśmiech na Twojej twarzy.Zasnęliście w swoich objęciach. Wstałaś pierwsza.Zayn spał słodko. Położyłaś dłoń na jego policzku i delikatnie pogładziłaś jego skórę.Uśmiechnął się przez sen. Nie mogłaś się powstrzymać i cmoknęłaś najpierw jego dolną wargę potem dolną. Mruknął coś przez sen.Zachichotałaś cicho i usłyszałaś pukanie do drzwi.Odwróciłaś głowę i zobaczyłaś chłopców.Uśmiechnęłaś się do nich i kiwnęłaś głową na przywitanie.
Harry: Hej.-przywitał się siadając koło łóżka.
Ty: No cześć.-uśmiechnęłaś się.
Niall: Słyszeliśmy co chcesz zrobić dla Zayna...
Liam: Dziękujemy.
Louis: To naprawdę wiele dla nas znaczy..Zayn jest dla nasz wszystkim.-uśmiechnął się blado.
Ty: Wiem.Dla mnie też wiele znaczy..jest najważniejszy.Robię to bo go kocham.-uśmiechnęłaś się do nich.
Liam: A co jeżeli coś pójdzie nie tak i..-spojrzałaś na niego i przerwałaś mu
Ty: Będzie dobrze. Nie możemy teraz myśleć pesymistycznie.
Niall: Właśnie.Będzie dobrze.-uśmiechnął się.Harry szeroko się uśmiechnął i zrobił Tobie i Zaynowi zdjęcie.
Liam: Widać,że się kochacie.-uśmiechnął się.
Ty: Kocham go nad życie.-cmoknęłaś go w dłoń,a Zayn się zaśmiał i otworzył oczy.-Ooo..dzień dobry śpiąca królewno.-wszyscy się zaśmiali,a Zayn Cię czule cmoknął.Nagle do sali wszedł lekarz.Wstałaś z łóżka i usiadłaś na krzesełku stojącym obok.
Lekarz: Więc mam wyniki.Nie jest najlepiej..Jeżeli szybko nie wykonamy operacji..pan umrze.
Liam: Mamy dawce.!-powiedział przerażony. 
Lekarz: Tak.? Tak szybko znaleźliście dawce nerki.?
Ty: Ja sama się zgłosiłam.-powiedziałaś.Lekarz się blado uśmiechnął.
Lekarz: Dobrze.Zgłoś się za 15 minut na badania kwalifikujące. 
Ty: Dobrze.-powiedziałaś.Lekarz zmierzył temperaturę Zaynowi,zapisał coś w jego karcie i wyszedł z sali.Zapadła głucha cisza.Zapanował dziwny nastrój.Nikt nie miał odwagi się odezwać.Wszyscy tak jakby pogrążyli się w swoim własnym świecie.Nikt nie umiał przerwa tej ciszy,tego spokoju jaki zapanował właśnie w tamtym momencie.
Zayn: Kocham Cię.-wyszeptał rozpaczliwym tonem.
Ty: Ja Ciebie też.-powiedziałaś całując jego czoło i łapiąc za rękę.-Kochanie zobaczysz wszystko będzie dobrze.
Liam: Właśnie nie martwmy się na zapas.-uśmiechnął się,a kiedy wszyscy zobaczyliście jego uśmiech zrobiliście taki sam gest jak on. Po prostu jak widziałaś uśmiech Liama nie w sposób było się nie uśmiechnąć. 
Ty: Masz śliczny uśmiech.-powiedziałaś chcąc zmieni temat.
Liam.: Dziękuję.-zaczerwienił się.
Harry: Liam się wstydzi. Liam się wstydzi.!-zaśpiewał Harry,a za nimi zaraz Louis i Niall. Pierwszy raz słyszałaś ich głosy w takim połączeniu i byłaś pod wrażeniem. Zrobiłaś zdziwione oczy i chciałaś aby nie przerywali.Ich głosy były ukojeniem dla Twoich uszu i Twojego mózgu,który myślał aż za bardzo.
Zayn: Kochanie..coś się stało.?-zapytał.
Ty: Tak.Matko jak Wy śpiewacie..!-powiedziałaś.Wszyscy się zaśmiali.-Co Was śmieszy.? Przecież z palcem w nosie wygracie X-Factora a potem podbijecie świat.-powiedziałaś patrząc po nich z entuzjazmem,który przepełniał Twoje małe serduszko.
Harry: To było tylko dal żartów.
Ty: Więc pokażcie mi na co Was wszystkich stać.-powiedziałaś krzyżując ręce na piersi.
Louis: Skoro nalegasz.-zaśmiał się i spojrzał porozumiewawczo na chłopców.
Zayn: Zaśpiewajcie sami.Ja chyba nie dam rady.
Niall: Spokojnie Kochany nie przemęczaj się.-posłał mu swój słodki uśmiech.Chłopcy spojrzeli na siebie lekko zawstydzeni jednak po upływie kilku minut zaczęłaś śpiewać.Byłaś pod wielkim wrażeniem.Nie mogłaś wyjść z podziwu. To było  coś niesamowitego.Skończyli śpiewać,a Ty po prostu wstałaś i uśmiechnęłaś się.
Ty: Jesteście wspaniali.-powiedziałaś.-Musicie się tam zgłosić.-oznajmiłaś wesołym głosem.
Zayn: Ale..-zaczął.
Ty: Nie ma żadnego.Mam do was jedno pytanie...-wszyscy na mnie spojrzeli z pytając miną. 
Harry: Jakie.?
Ty: Kochacie śpiewać prawda.?-wszyscy spojrzeli po sobie i pokiwali zgodnie twierdząco głową.-Wie spełnijcie swoje marzenia i pomagajcie innym.-powiedziałaś uśmiechnięta.Nagle do sali wszedł lekarz.
Lekarz: [.T.I] mogę panią prosić na badania.?-zapytał.
Ty: Tak.Już idę. Kochani niedługo wracam.Proszę przemyślcie to.-pocałowałaś przelotnie Zayna i wyszłaś z sali. Dreptałaś powoli za lekarzem i zaczęłaś myśleć o tym wszystkim. Już widziałaś te wszystkie koncerty i te piszczące fanki.Znalazłaś się w dużej białej sali i wykonywałaś wszystkie polecenia lekarza.Po upływie około godziny wyszłaś przebadana i miałaś się zgłosić po odbiór wyników za 15 minut. Szczęśliwa udałaś się do sali Zayna. Usłyszałaś kłótnie chłopców. Dobrze znałaś ich głosy więc wiedziałaś co który mówi.
Harry: Proszę Was no.! To jest świetny pomysł.! 
Zayn: Harry,ale zrozum,że jeszcze nie wiadomo co ze mną.
Liam: Właśnie.Będziesz wstanie prowadzi dalej zespół kiedy Zaynowi się pogorszy.?-naskoczył na niego.
Louis: Liam..Nie mów do niego takim tonem..Nie widzicie,że on walczy o wasze marzenia.?
Niall: Chłopcy proszę...-powiedział skulając się.
Harry: Nie poważne z Waszej strony,że boicie się zaryzykować.
Liam: Myślimy po prostu logicznie.
Louis: To pomyśl sobie na przykład jakie szczęście będziesz dawał innym dziewczynom,innym ludziom kiedy nasz zespół powstanie..kto wie..może zmienimy komuś życie a może je komuś uratujemy.
Liam: Ale możemy też straci życie Zayna.!-powiedział zdenerwowany.
Niall: Oszaleliście chyba.! zachowujecie się jak dzieci.!-krzyknął i wstał.-Nienawidzę jak się kłócicie.! Kiedyś w końcu to zapamiętacie czy nadal będziecie sie tak ze sobą spierać .!? Nie wytrzymuje już z wami.!-blondynek wybuchł.-Będziecie w stanie powiedzie [T.I] przepraszam ale Twój pomysł jest do dupy. Kolejna rzecz Ci w życiu nie wyszła.? Będziecie jej to w stanie powiedzieć?-zapytał.-Bo ja nie. Także zbierzcie dupę,za przeproszeniem,i zacznijcie działać. To są nasze marzenia i mamy szanse je spełnić. Harry i Lou mają racje.-rzekł.Liam i Zayn nbie odezwali się.
Harry:Przecież każdy wie,że będzie dobrze.
Zayn: Liam...oni mają rację.-powiedział.-Jestem z Wami.
Liam: Skoro zostałem sam to nie mam innego wyboru.-powiedział.-Przeperaszam Was za tą kłótnie.-powiedział i przytulił każdego z chłopaków. Poczułaś się dziwnie i postanowiłaś zostawi ich sam na sam żeby sobie wyjaśnili wszystko i pogadali.Postanowiłaś poszwędać się po szpitalu.Poszłaś na oddział dziecięcy. Weszłaś i zaczęłaś gadać z małymi dziewczynkami żeby choć trochę poprawić im humor. Nagle poczułaś rękę na swoim ramieniu.Odwróciłaś sie i zobaczyłaś lekarza z białą kopertą w ręku. Popatrzyłaś mu głęboko w oczy.
Ty: Mogę być dawcą.?-zapytałaś.Lekarz milczał i nic nie mówił.
______________________________________________________________________________
zayn malik
Hej.
Przepraszam Was naprawdę za to zaniedbanie,ale nie miałam jak pisać,ponieważ nie mam połączenia internetowego na laptopie. Przepraszam Was bardzo i dziękuje za wszystkie komentarze no i 17 000 wejść.Kocham Was.!:3 :-*
NEXT PART - 12 kom.
kocham.:3 
Dostałam nominacje od my-london-love.blogspot.com   A oto są odpowiedzi na pytania.:
1. Co cię inspiruje do pisania?
1. Zazwyczaj piosenki i przyjaciółki.
2. Uważasz, że jesteś ładna?
2. Nie.Nie jestem ładna.
3. Grasz na jakimś instrumencie?
3.Od trzech lat dręczę gitarę.: )
5. Jakie są twoje pasje?
5.Muzyka,rysunek,pisanie i fotografia.
6. Największe marzenie?
6. Spotkać One Direction,Justina Biebera,Demi Lovato,Miley Cyrus i wiele innych osób,które zmieniły moje życie.
7. Wierzysz w przyjaźń między chłopakiem, a dziewczyną?
7.Wierzę. Mam wielu przyjaciół chłopaków.
8. Jak w skali od jednego do dziesięciu oceniasz swój Angielski?
8. Myślę,że nie jest najgorzej. Jak coś to się dogadam. Myślę,że tak na 7-8.
9. Jak w sakli od jednego do dziesięciu oceniasz swojego bloga?
9. Uważam,że nie jest najgorszy.: ) 6-7.
10. Jak byś opisała siebie w trzech słowach?
10. ummmm..krrrreeeeejzi. łaaajjjjjldddd end Dżastttteeeens łajf.
11. Największe marzenie?
11. Chciałabym zgłosi się do X-factora i osiągnąć sukces w dziedzinie muzyki.